W każdej kulturze występował kult słońca jako wspaniałej, życiodajnej siły. Tak samo starożytni Grecy posiadali swego boga. Jednak słoneczne królestwo należało raczej do dwóch bogów: Apolla, przedstawiającego dobro i siłę słońca, i Heliosa, boskiego woźnicę, który poprzedzony przez siostrę swą, Eos (bogini jutrzenki), wyjeżdżał znad brzegów Oceanu. Dopiero, gdy już całą swoją niebiańską drogę ukończył, zatapiał się w falach i orzeźwiał kąpielą siebie i ciągnące słoneczny rydwan konie. Miał on też wspaniały szkarłatny pałac, na którego murach wyryte były ciekawe i zapomniane już przez wszystkich historie. W środku znajdowała się ogromna sala, na jej środku zaś wznosił się dumnie złoty tron. Na nim to zasiadał Helios przybrany w bijącą słonecznym blaskiem koronę; a tak ona raziła, że wszyscy jego poddani, Lata, Miesiące, Godziny, musiały opuszczać lub odwracać wzrok. Tak samo czynił syn owego boga, Faeton.
On właśnie przybył z prośbą do wielkiego ojca. Ukląkł przed jego tronem i poprosił o wysłuchanie i spełnienie jakiejkolwiek jego prośby. Helios uśmiechnął się i przyrzekł, że tak zrobi. Wtedy syn opowiedział jak jest tam na ziemi, gdzie wszyscy z niego drwią i nie wierzą jego słowom, że jest on synem Słońca. Dlatego więc pragnie by Helios dał mu przejechać niebo w słonecznym rydwanie, aby wszyscy widzieli, że jest synem tego, o którym mówił. Helios okropnie protestował, wiedział, że jest to niebezpieczne dla niedoświadczonego. Wiedział też, że przysiągł, więc wreszcie zezwolił.
Wkrótce na niebie, na niebiańskiej drodze, pojawił się złoty rydwan. Nie długo trwała miła przejażdżka Faetona. Miał on za słabe ręce na boskie konie. Poczuły to zwierzęta i zaraz zboczyły z niebiańskiej drogi. Pojechały tak wysoko, że aż podpaliły lazurowe sklepienie. Całe niebo stanęło w płomieniach. Konie wnet zjechały tak nisko, że Etiopom sczerniała skóra, a Afryka stała się jałową pustynią. Ogień zaczął wreszcie trawić Ziemi wnętrzności. Bogini podniosła więc błagalnie ręce do góry i krzyknęła do Dzeusa. Władca Olimpu spojrzał na szalejący w przestworzach słoneczny rydwan. Strzelił w Faetona piorunem. Martwe ciało spadło w chłodne fale Erydanu. Tak zginął syn złotowłosej Klymeny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz